Filip Chajzer wyjaśnia, dlaczego pomaganie uzależnia

Autor: Agnieszka Gotówka | 24.07.2017

Program ”Mali Ratownicy” powstał we współpracy marki Volkswagen z Fundacją Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy​. Akcja kierowana jest do dzieci, które w ramach działań edukacyjnych dowiadują się, w jaki sposób udzielić pierwszej pomocy. To niezwykle ważne przedsięwzięcie, które w długoletniej perspektywie ma przyczynić się do kształtowania pożądanych postaw społecznych. Najmłodsi uczą się bowiem nie tylko zasad pomagania człowiekowi, któremu dzieje się krzywda, ale też odpowiedzialności i wrażliwości na krzywdę innych.

W ramach akcji ”Mali Ratownicy” tylko od początku 2017 r. przeszkolonych zostało 3 000 dzieci. By do nich dotrzeć, instruktorzy Programu Edukacyjnego ”Ratujemy i Uczymy Ratować” flotą Volkswagena przejechali blisko 20 000 km, podróżując po całej Polsce. Uczyć chcą się również nauczyciele, dzięki czemu mogą przekazywać wiedzę swoim uczniom, jak również służyć pomocą, gdy wypadek zdarzy się na terenie szkoły.

Do akcji przyłączył się Filip Chajzer, dziennikarz, prezenter radiowy i telewizyjny.

Czym jest dla pana pomaganie drugiemu człowiekowi?

Filip Chajzer: Mówiąc górnolotnie – sensem życia, a bardziej przyziemnie... narkotykiem. Kiedy pomagasz drugiemu człowiekowi, wyzwalane są endorfiny odpowiadające w naszym organizmie za uczucie szczęścia. To uzależnia...

Dlaczego zdecydował się pan zostać ambasadorem programu ”Mali Ratownicy”, który prowadzi Volkswagen?

To fantastyczna idea. Nie pamiętam z mojej szkoły podstawowej czy później liceum jakichkolwiek zajęć z zasad udzielania pierwszej pomocy. To co na zachodzie, czy północy Europy jest oczywistością, u nas ciągle kuleje. Pomysł, żeby uczyć dzieci, które później w domu przekażą swoje umiejętności rodzicom jest genialny w swojej prostocie. Te zasady powinni znać wszyscy, bez względu na wiek.

Czego nauczyli pana ”Mali Ratownicy”?

Niesamowitej pasji i zaangażowania. Pamiętam, że kiedy zupełnie prywatnie przechodziłem przez centrum Warszawy obok namiotu Volkswagena, podbiegł do mnie na oko 8-letni chłopiec, złapał za rękę i nie czekając na jakikolwiek sprzeciw zaciągnął do fantoma. Przeszedłem wtedy przyśpieszony kurs pierwszej pomocy i asertywności.

Co pana zdaniem wnoszą takie programy jak ”Mali Ratownicy”?

Na pewno budują coś co nazywamy społeczeństwem obywatelskim, a więc takim, w którym każdy obywatel, nawet najmłodszy – 6- czy 7-letni czuje odpowiedzialność za drugiego człowieka, nawet jeśli jest on mu zupełnie obcy. Umiejętność ratowania życia może przydać się w najmniej spodziewanych okolicznościach.

Jak współpracuje się panu z dziećmi? Czy najmłodsi chętnie pomagają innym?

Dzieci mają naturalną, niczym nieskażoną empatię i za żadne skarby nie możemy w nich tego niszczyć, wręcz przeciwnie – tylko rozwijać. Program uczący ratowania życia to idealny przykład, jak robić to dobrze. Dzieci to bardzo wymagający współpracownicy. Nie można pozwolić im na nudę i błyskawicznie wyczuwają fałsz. Z drugiej strony praca z nimi daje bardzo dużo radości, bo jest dużo śmiechu i spontaniczności, a to w mojej robocie lubię najbardziej.

Wielokrotnie mówił pan o pomaganiu w mediach społecznościowych. Czy dzięki nim łatwiej jest organizować pomoc?

Naturalnie. Jeśli masz zasięg jednego posta na Facebooku sięgający 3 milionów ludzi, to jest to wynik, którego nie powstydziłyby się największe komercyjne stacje telewizyjne. Staram się przekuć sukces moich mediów społecznościowych w realną, namacalną pomoc.

Pomaganie to reagowanie na krzywdę innych ludzi. Czy pana zdaniem chętnie to robimy? Czy potrafimy reagować, gdy komuś dzieje się krzywda?

Jesteśmy rewelacyjnym narodem, który ma gigantyczny potencjał mobilizacji, wtedy kiedy jest potrzebna pomoc. Nie ma lepszego przykładu niż Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To powinien być nasz towar eksportowy.

 

W Polsce wielu ludzi nadal ma problem z udzielaniem pierwszej pomocy. Boimy się podejść do poszkodowanego, uciekamy przed odpowiedzialnością. Ratownicy medyczni mówią tymczasem, że w chwili wypadku liczy się każda sekunda. Największym błędem, jaki można wówczas popełnić, jest brak reakcji. Dzieci niejednokrotnie już udowodniły, że potrafią pomagać i robią to spontanicznie. Akcja ”Mali Ratownicy” ma na celu nauczyć ich, w jaki sposób prawidłowo udzielić pomocy osobie poszkodowanej. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy wiedza ta będzie musiała zostać wykorzystana w praktyce.