To był impuls

Autor: Agnieszka Gotówka | 25.08.2017

Znajomość zasad udzielania pierwszej pomocy niejednokrotnie może uratować czyjeś życie. Dowiodła tego historia Kingi Zielińskiej - 17-latki, która jako jedyna spośród obecnych na przystanku osób pomogła mężczyźnie słaniającemu się na nogach.

 

Agnieszka Gotówka, Wirtualna Polska: Masz 17 lat i z wielką dumą możesz powiedzieć, że udało ci się uratować życie drugiemu człowiekowi.

Kinga Zielińska: Zupełnie do tego tak nie podchodzę. Owszem, mam świadomość, że pan Robert mógłby dzisiaj nie żyć, gdyby nie moja interwencja, ale uważam, że zrobiłam to, co należało. Drugi raz zachowałabym się tak samo.

Co się wydarzyło?

Wracałam właśnie ze szkoły. Gdy stanęłam na przystanku, zauważyłam starszego pana, który bardzo ciężko oddychał, trzymał się za klatkę piersiową i ledwo stał na nogach. Ludzie mu się przyglądali z zaciekawieniem, ale nikt do niego nie podchodził. Nagle mężczyzna upadł. Podbiegłam do niego. Zauważyłam, że jest cały spocony. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to że ten człowiek ma zawał serca. Na szczęście był przytomny.

W jaki sposób udzieliłaś mu pierwszej pomocy?

Pomogłam panu Robertowi usiąść, opierając jego plecy o wiatę przystanku. Rozpięłam mu guziki przy koszuli w okolicy szyi, by choć trochę łatwiej mu się oddychało. Miał krawat, więc bardzo go poluźniłam. Szybko zadzwoniłam też na pogotowie. Mieliśmy szczęście, bo szpital był naprawdę blisko i karetka przyjechała w ciągu 5 minut.

Znasz imię osoby, której pomogłaś. Mężczyzna zdążył ci się przedstawić?

Wszystko działo się tak szybko. Kiedy czekaliśmy na pogotowie, cały czas mówiłam do pana Roberta. Trzymałam go za rękę, bo pamiętam, że w jego oczach widziałam niewyobrażalny strach. Na samym początku przedstawiłam mu się. Zapytałam, czy choruje na serce i czy ma przy sobie jakieś leki. Miał jeszcze siłę odpowiedzieć, jak się nazywa. Podałam tę informację dyspozytorowi.

Co powiedział lekarz z pogotowia, gdy przybył na miejsce?

Nie było czasu na rozmowę, bo liczyła się każda minuta. Lekarz w pierwszej kolejności podał panu Robertowi leki i tlen. Gdy zabierano go do karetki, powiedział mi tylko, że świetnie się spisałam. Dla mnie i tak największą nagrodą było spojrzenie pana Roberta, które zdawało się mówić nieme ‘'dziękuję'’. Poczułam wtedy wielką radość. Byłam z siebie dumna.

Skąd wiedziałaś, w jaki sposób pomóc mężczyźnie?

Kiedyś brałam udział w szkoleniu z zakresu pierwszej pomocy, które organizował PCK. O tym, jak reagować w nagłych wypadkach, uczyliśmy się też w szkole.

 

Teoria to jedno, jednak praktyka najczęściej okazuje się dużo trudniejsza. Nie bałaś się podejść do nieznanego mężczyzny i udzielić mu pomocy?

Nie, zupełnie nie myślałam o strachu. Zobaczyłam mężczyznę, który najwyraźniej bardzo źle się czuł, i uważałam za swój obowiązek podejść do niego i chociaż zapytać, czy potrzebuje pomocy. Z czasem, gdy myślę o tym wydarzeniu, przypominam sobie, że obok tego człowieka zebrał się spory tłum ludzi. Na początku nikt jednak do pana Roberta nie podchodził. Może myśleli, że jest pijany? Gdy czekaliśmy na pogotowie, całej sytuacji zaczęło się przyglądać coraz więcej osób. Tak jakby to było jakieś przedstawienie. Nikt nawet mnie nie zapytał, czy może się do czegoś przydać, jakoś pomóc. Trochę to smutne.

Jak myślisz, z czego to może wynikać?

Myślę, że ludzie boją się, że jeszcze bardziej zaszkodzą. To oczywiście błędne koło, bo najgorsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to nie podjąć żadnych działań. Samo wezwanie pogotowia to duża pomoc. Wydaje mi się, że również wsparcie psychiczne jest ważne. Miałam wrażenie, że pan Robert trochę mniej się bał, gdy byłam przy nim. Ciągle do niego mówiłam, chyba nawet opowiadałam mu o sobie. Wydaje mi się również, że ludzie nie wiedzą, w jaki sposób udzielać pierwszej pomocy. Obecnie uczymy się o tym w szkole, jest też mnóstwo akcji kierowanych do dzieci i młodzieży. Pamiętam, że kiedyś w tramwajach wisiały takie plakaty, na których instruowano, jak przeprowadzić resuscytację krążeniowo-oddechową. Było na nim kilka obrazków i dwie najważniejsze liczby zapisane czerwoną czcionką: 30:2. Zapamiętałam to właśnie stąd.

A może ludzie boją się, że się czymś zarażą? Nie wiedzą przecież, kim jest osoba poszkodowana.

Takie obawy też wynikają z niewiedzy. Panicznie boimy się wirusa HIV, ale przecież pomagając człowiekowi usiąść, wzywając pogotowie, czy rozpinając mu koszulę, by lepiej oddychał, nie można się zarazić. Myślę, że gdybym zobaczyła mnóstwo krwi, też pewnie bym się bała. Wydaje mi się jednak, że mimo to starałabym się jakoś pomóc. Na pewno wezwałabym pogotowie. Gdybym nie wiedziała, co robić, pewnie dyspozytorka by mnie poinstruowała.

Jakie emocje ci towarzyszą, gdy przypominasz sobie tamten dzień?

Na pewno odczuwam dużą satysfakcję. Opowiedziałam tę historię rodzicom i widziałam, że są ze mnie dumni. Powiedzieli, że jestem odważna i mądra. Poczułam się w pewien sposób wyróżniona. Gdyby mi się coś stało, też chciałabym, by ktoś choć spróbował udzielić mi pomocy.